Chcę być programistką! (część 1)

edu-lauton-71055

 

Po raz pierwszy wypowiedziałam to zdanie 20 lipca 2016 roku. Założyłam konto na GitHubie @itisnevertoolate i zaczęłam wywracać swoje życie do górny nogami. 20 lipca 2017 roku otworze wino truskawkowe i powiem „jestem programistką”! Co wydarzyło się przez ten rok?

lipiec 2016

Pracowałam wtedy jako content manager w technologicznym startupie. Pisałam treści a marzyłam (wtedy jeszcze skrycie) o pisaniu kodu. Miałam jednak z tyłu głowy, że jestem po socjologii, że nie jestem już najmłodsza i że to bardziej męska niż kobieca profesja. Do firmy jednak przyszła Karolina – front-end developer i pozwoliła mi uwierzyć w moje marzenia. Sama zrobiła zawodowego fikołka i powiedziała „spróbuj, dasz radę” i pokazała jak zacząć. Założyłam więc konto na GitHubie, ściągnęłam e-booka „Moja pierwsza strona internetow w HTML5 i CSS3” i zaczęłam programować.

sierpień 2016

Zapisałam się do wszystkich możliwych grup dla początkujących programistów. Znaleźć ich na facebooku można sporo więc polecę tylko kilka:

Ciągle pracowałam jako content więc programowałam wieczorami… a raczej próbowałam programować.

wrzesień 2016

Choć programować chciałam coraz bardziej, czasu na nie miałam coraz mniej. Sporo pracy zawodowej, dodatkowe freelance copywriterskie i jeszcze działalność w NGO. Do tego zaczynałam napotykać pierwsze programistyczne problemy i zamiast mnie napędzać, zniechęcały.

„Na ratunek” przyszedł mój ówczesny Szef. Rozstaliśmy się za porozumieniem stron. Wtedy nie do końca to doceniałam, teraz doceniam bardzo.

Październik 2016

Pierwszy tydzień spałam, tak zawsze radziłam sobie ze stresem. W kolejnym tygodniu postanowiłam, że za programowanie biorę się na poważnie. Wykupiłam kurs na platformie Kodilla i dostałam kontakt do chłopaka, który zgodził się być moim mentorem. Układaliśmy plan nauki a ja w międzyczasie ciągle pisałam teksty jako freelancer.

Listopad 2016

Sporo pisałam, bo tak zarabiałam i sporo się też uczyłam, ale ciągle miałam poczucie, że niewiele to daje. Zaczęłam szukać kursów. Znalazłam CodersLab. 24 listopada poszłam na spotkanie Coders Day Kraków. Są to spotkania organizowane przez CodersLab, które mają na celu promocję ich kursów programowania. Po evencie przeczesałam internet w poszukiwaniu absolwentów, którzy mogliby powiedzieć jak ten kurs „na prawdę” wygląda. Napisałam też na jednej z grup z prośbą o radę. Dostałam oczywiście sporo życzliwych uwag potocznie nazywanych hejtem, ale też odezwało się do mnie kilka osób, które miały do powiedzenia znacznie więcej niz tylko, że to bezsensowne wydawanie kasy.  I tak też nie słuchając jednych a wypytujac drugich miałam już jakiekolwiek pojęcie o kursie.

Zanim jednak podjęłam decyzję sporo spałam, dużo biegałam, ciągle liczyłam pieniądze i zastanawiałam się czy to „inwestycja” czy „głupota„. Kurs jest drogi, trwa dwa miesiące (5 dni w  tygodniu po 8h), nie mogę wtedy pracować i nie wiadomo czy znajdę po nim pracę. Czyli turbo drogi skok na głęboką wodę, który okazać się może albo sukcesem albo porażką…

25 listopada wysłałam maila, że chce wziąć udział w kolejnej edycji CodersLab!

 

ciąg dalszy nastąpi… 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *