Chcę być programistką (część 2)

jonathan-romain-145038

 

O tym co działo się od lipca do listopada przeczytasz w części pierwszej… czas zatem na część drugą!

Grudzień 2016

Koniec roku to zawsze dla mnie czas podsumowań („chcę coś zmienić w swoim życiu„), wniosków („zdecydowanie muszę coś zmienić w swoim życiu„) i planów („zmieniam coś w swoim życiu„). I z tym niezbyt różnorodnym zestawieniem w głowe, zabrałam się za swoje marzenia. Rok 2017 miał być rokiem programowania! Z CodersLabu dostałam pierwsze zadania do zrobienia, więc pomału uczyłam się podstaw HTML, CSS i obsługi Git’a. Nie mogłam sie doczekać końca roku, tak bardzo chciałam zacząć nowe. A gdy wybiła dwunasta… wiedziałam, że przyszedł czas zmian!

Styczeń 2017

9 stycznia zaczęłam kurs! Brałam udział w kursie dziennym więc plan na najbliższe 2 miesiące był taki = 5 dni w tygodniu po 8h dziennie + nauka w domu i egzaminy, czyli ŻŻPP (żadnego życia poza programowaniem). Pierwszy tydzień dotyczył podstaw JavaScript. Nie jest to najłatwiejszy język programowania w ogóle, a tym bardziej dla początkujących.

Nauka w CodersLab wygląda tak, że przez 4 pierwsze dni jest ogrom teori przeplatany ćwiczeniami, a w piątek jest egzamin dopuszczajacy do kolejnego tygodnia kursu. Musisz więc zrozumieć wszystko podczas zajęć, aby egzamin zdać. Mentorzy robią wszystko co w ich mocy ale od tego ile czasu spedzisz robiąc zadania domowe i programujac zależy czy to na prawdę zrozumiesz i czy egzamin zdasz. Siedziałam więc 8h na zajęciach a potem kolejnych kilka godzin w domu. To był ciężki czas bo nigdy nie uczyłam się jeszcza tak dużo, w takim tempie i z taką motywacją. Syndrom ŻŻPP się pogłębiał ale ja z każdym kolejnym zdanym egzaminem coraz bardziej wierzyłam w to, że może się udać!

Luty 2017

Po 3 tygodniach nauki przyszedł tydzień przerwy a raczej nauki z domu. Był to czas na zrobienie zaległych zadań domowych, powtórzenie najtrudniejszych zagadnień, nadrobienie zaległości i próba wyjścia na choćby jedno piwo, coby całkiem nie zdziwaczeć. Po „wolnym” tygodniu kolejne 3 tygodnie kursu. I to był najtrudniejszy czas. Materiał był coraz trudniejszy, zmęczenie głowy i organizmu coraz większe, zaległości „życiowe” jeszcze większe i przyszedł kryzys.

Chciałam spać i biegać – nie było jednak nawet na to czasu. I wtedy też zdałam sobie sprawę z tego, jak bardzo potrzebna jest „grupa wsparcia” gdy robi się takie życiowe fikołki. Moją grupą wsparcia była rodzina i przyjaciele. Ogromnie doceniam to co dla mnie zrobili <3 Dziękuję Wam za to!

Kryzys minął!

Zdawałam kolejne egzaminy, szykowałam całkiem nowe CV i zastanawiałam się czy się uda. W międzyczasie dostałam pierwszą propozycję pracy. Brałam udział w procesie rekrutacyjnym i choć ostatecznie nie dostałam tej pracy, bo firma zmieniłą zdanie co do tego kogo szuka, to bardzo mi to pomogło na trudnej końcówce. Zaczęłam wierzyć w to, że może jednak się uda i też zobaczyłam jak dużo nauczyłam się przez te dwa miesiące. Została jeszcze obrona projektu końcowego a potem już tylko znaleźć pracę!

Marzec 2017

I tego momentu bałam się najbardziej. Była to weryfikacja, zderzenie z rzeczywistością i odkrycie kart. Miało się okazać czy znajdę pracę, czy to była inwestycja czy głupota. Wysyłałam masę CV, pisałam do znajomych pracujących w branży, pisałam na Facebooku jak bardzo bezrobotna jestem i jak bardzo szukam pracy, w której chcę sie uczyć i programować. Gdy tak bardzo broni się swoich marzeń, granica obciachu znacznie się przesuwa. Wcześniej nigdy nie przyznałabym się do braku pracy… teraz wiedziałam, że albo „karma wróci” albo to była głupota. Na szczęście przez cały miesiąc coś się działo, rekruterzy odpowiadali, znajomi pomagali a ja robiłam zadania rekrutacyjne i chodziłam na rozmowy.

22 marca odezwała się firma na której zależało mi bardzo. Pierwsza rozmowa telefoniczna, druga rozmowa telefoniczna, spotkanie w siedzibie… 31 marca dostałam pracę jako junior front-end developer! Cieszyłam się tak bardzo jak bardzo się bałam! Przyszło nowe, na które czekałam.

Kwiecień 2017

Pracę zaczęłam 5 kwietnia. Uwierzyłam w to co się stało dopiero gdy zobaczyłam umowę, a na niej nazwę stanowiska! Udało się – pomyślałam!

A potem przeczytałam wywad z Panem Aleksandrem Dobą.

  • Dziennikarz: „Czy cieszy się Pan, że się Panu w końcu udało?”
  • Pan Aleksander: „Drogi Panie, mnie się nic nie udało, miałem plan, który zrealizowałem, tylko i aż tyle”.

Zrealizowałam plan – pomyślałam!

maj, czerwiec 2017

Chodzę do pracy. Uczę się w pracy i sporo po pracy. Cieszę się, że poszłam na kurs, cieszę się że zaryzykowałam, cieszę się że robię to co chciałam i spełniam swoje marzenia! I gdy ktoś mnie pyta czy było warto – TAK, było warto! Nawet jeśli jeszcze kiedyś wrócę do content marketingu, albo znów zmienię zawód na całkiem inny…. !

I choć dobrze wiem, że nie każdego stać na taki kurs, to jeśli chce spróbować swoich sił w programowaniu nie musi iść na kurs. Cała wiedza dostępna jest w internecie! Kolejne wpisy będą też o tym 🙂 Nie trzeba więc „miliona monet” do tego, aby sie przebranżowić, trzeba determinacji, wiary i ogromu godzin przed komputerem – bo praktyka w tej dziedzinie przynosi efekty!

2 thoughts on “Chcę być programistką (część 2)

  1. Asia Reply

    Gratuluje! Na prawde czytajac Twoj wpis mysle aby sama sie przebranżowić. Chcialabym stawiac strony bo wiem ze moge to robic z kazdego zakatka swiata a taka praca jest mi potrzebna. Nie mam pojecia od czego zaczac ale Twoj wpis chyba jest moim pocztakiem. Dziekuje i czekam na dalsze wpisy. Pozdrawiam

    • Ela Wróbel Post authorReply

      Bardzo dziękuję 🙂 3mam zatem kciuki za pierwsze linijki kodu 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *